, ,

[RECENZJA] RUM DOODLE Zdobycie najwyższego szczytu świata - William E. Bowman

27.10.17

Rum Doodle Recenzja Książka

Idę o zakład, że literatura górska kojarzy Wam się przede wszystkim z relacjami z trudnych ekspedycji, opisami wydarzeń tak radosnych, jak zdobycie szczytu i szczęśliwe zejście do bazy, jak i tych dramatycznych, podczas których rozgrywała się walka nie tyleż o powodzenie danej wyprawy, co po prostu o życie jej członków. Dla równowagi, pośród tych wszystkich wyprawowych perypetii, wplecione są zwykle informacje biograficzne danych uczestników, by czynić te treści bardziej ludzkimi, ciekawymi i strawnymi.

Okazuje się jednak, że górskie czytadła nie nie tylko powaga, dramaty, Himalaistki, Kukuczka, czy Wanda. Temat można z powodzeniem ubrać w ironię, satyrycznie przerysować, kreśląc obraz idealnie komediowy, a nawet absurdalny. Góry, wspinaczka i komedia?! To tak się da?! Do niedawna nawet się nad tym nie zastanawiałam. Aż pewnego dnia wyjęłam ze skrzynki przesyłkę z zaprzyjaźnionego Sklepu Podróżnika, a z niej książkę o jakże apetycznym tytule: RUM DOODLE Zdobycie najwyższego szczytu świata, z jeszcze lepszym rysunkiem na okładce. Co tam Everest, kiedy jest Rum Doodle! Jest rum! 🥂🥂 Jest impreza! Ale od początku...

RUM DOODLE Zdobycie najwyższego szczytu świata - William E. Bowman

W tym miejscu należy nadmienić, że ta pozycja książkowa nie jest nowinką na rynku wydawniczym, bo autor, William E. Bowman, popełnił ją w 1956 roku, a więc w czasie, gdy tym najbardziej znanym, wspinaczkowym wyjadaczom góry wysokie dopiero zaczynały majaczyć na horyzoncie. Co również istotne, Bowman z górami nie miał nic wspólnego. Służył w armii, potem został pacyfistą, a zawodowo był inżynierem budowlanym. Czy ktoś taki mógł popełnić górską książkę? Po przeczytaniu krótkiej notki biograficznej nie byłam przekonana, że ten tytuł będzie zdatny do czytania. No bo nie dość, że epoka zgoła inna, to jeszcze autor zupełnie nie związany z tematem. A do tego wszystkiego tea-time'owy humor, z którym nie do końca mi po drodze. Chwała więc temu, kto na okładce wyrysował butelkę szampana, bo to ona zachęciła mnie do lektury. 😏
Czym różni się ta książka od innych górskich pozycji? Ano przede wszystkim tym, że autor uprawia tutaj szyderę bez trzymanki. Nawet trochę, a nawet mocno, na wyrost. To taki ewidentny czytelniczy kabareton pełen brytyjskiego humoru. Czy są na sali sympatycy Jasia Fasoli? Spodoba Wam się. To jest ten poziom absurdu i głupkowatego humoru, kiedy z jednej strony myślisz sobie - matko, co za głupota, a z drugiej - chichrasz się bez opamiętania.

Bo czyż może być poważnie, jeśli członkami wyprawy są angielscy dżentelmeni, pośród których mamy wiecznie chorego lekarza, czy nawigatora, który gubi się zawsze i wszędzie? Nie może być i nie jest, bo i karawana tragarzy w liczbie trzech tysięcy robi swoje, a wyprawowy kucharz doprawiający obozowe dania skórzanym paskiem, czy kawałkami gumy, jest hajtoską truskawką na torcie. I pomyśleć, że to wszystko trzyma się kupy i fajnie czyta. Nie wierzyłam. 😅

A na zachętę mój ulubiony fragment, wszak szampan jest dobry na wszystko. Mam nadzieję, że go zawsze macie na podorędziu podczas Waszych górskich wymarszów. 😂
Po kilku minutach dotarło do mnie, że nie zbliżyliśmy się ani trochę do rozwiązania problemu, a w szczelinie są już dwie osoby. (...)
Poślijmy po krótkofalówkę. (...) Przez całą drogę targaliśmy te cholerne urządzenia, więc teraz zróbmy z nich użytek. (...) Czy odbiornik jest sprawny? - Skąd u diabła mam wiedzieć? (...)
Wyjście z sytuacji było jedno: Wish zjedzie do szczeliny i nakłoni Jungle'a, żeby napisał instrukcję, a ja ją wyciągnę na linie, której jeden koniec Wish zabierze ze sobą na dół. Zjechał, po czym wyciągnąłem na górę wiadomość: NIE ZOSTAŁY WŁOŻONE BATERIE. SĄ SPAKOWANE W JEDNYM Z ŁADUNKÓW, ALE JUNGLE NIE WIE, W KTÓRYM. ZEŚLIJ NA DÓŁ SZAMPANA.
(...) POTWIERDZAM OTRZYMANIE WASZEJ WIADOMOŚCI. JUNGLE'A ZMOGŁY ZAWROTY GŁOWY. PRZYŚLIJ BEZZWŁOCZNIE CZTERY BUTELKI SZAMPANA. BEZ NICH NIE BIERZEMY ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA BIEG WYDARZEŃ.
Mogłabym tak wypisywać bez końca.

Komu więc polecam tę książkę? Na pierwszym miejscu wielbicielom brytyjskiego humoru, a potem każdemu, kto nie połknął sztywnego kija i lubi postrzegać świat przez pryzmat ironii, szczypty szyderstwa i odrobiny wariactwa.

Sprawdź też:

OSTATNIE

ARCHIWUM