,

Moje bieganie - pierwsze 8 km

28.4.14

Gdy w lutym rozpoczynałam moją przygodę z bieganiem byłam w pełni świadoma swojej biegowej niedoskonałości, braku formy jakiejkolwiek i faktu, że łatwo nie będzie.
Z zazdrością patrzyłam na tych wszystkich, którzy już zaprawieni w bojach z palcem w nosie pokonywali kolejne kilometry, mijając mnie - zawalidrogę - biegnąc lekko, bez widocznego zmęczenia. Szczęściarze - myślałam sobie wtedy.

Wrocław Park Wschodni Bieganie Ścieżka biegowa
 Park Wschodni - Wrocław

Nie było jednak tak łatwo. Mimo chęci i mojej upartości musiałam uznawać wyższość mojego organizmu, który miał wywalone na moje biegowe chciejstwo. Gdy ja próbowałam kręcić nogami do przodu, skubaniec zdawał się je pętać, dodatkowo odcinając dopływ powietrza i wysuszając paszczękę.

Ale, skoro inni mogą, to dlaczego ja miałabym być gorsza i odwiesić buty do biegania na kołku. Co to, to nie. Małymi kroczkami, ale do przodu. Uparcie kręciłam interwałowe marszobiegi. Oczywiście po swojemu, bo jakoś te wszystkie plany treningowe, obecne w sieci w ilościach odpowiadających liczbie biegających, mnie póki co nie rajcują. Może kiedyś. ;)
Niemniej jednak, jak któregoś dnia przecudnej urody ustrojstwo, Endomondem zwane, wskazało przebyty dystans 5 km, jarałam się tak, jak zwycięski Kenijczyk na mecie maratonu. Dla kogoś, kto już biega iks czasu, taka odległość to żaden wyczyn, dla mnie jednak to drobny znak, że mogę, że nie mam do końca takich drewnianych nóg, o które najczęściej się potykam, idąc prostą drogą.

Od tamtego dnia, 5 km sponsorowało każdą przebieżkę. Nawet wtedy, gdy dzień był kiepski, a moim płuckom przypominało się, że może to dobra chwila, by umierać na kilometrze np. 3. Biegłam, maszerowałam, biegłam, biegłam, maszerowałam, bla, bla, bla, ileś tam razy w miesiącu, jeśli akurat niebo nie postanowiło uraczyć okolicy oberwaniem chmury, po którym to można było uskuteczniać co najwyżej kajakarstwo.

trening biegowy, bieganie we Wrocławiu

Kiedy więc w zeszłą sobotę, uskuteczniając swoje marszobiegi, pokonałam odległość 8 km, jarałam się tym "wyczynem", jak dziecko szkiełkiem. Nieważne, że kończyny dolne same pakowały się na ręce i chciały, by je nieść do chaty, nieważne, że w gębie miałam kapcia od sapania, to wszystko nieważne, bo wykonałam kolejny krok w mojej biegowej przygodzie i dobrze mi z tym.

Sprawdź też:

19 komentarze

  1. Totalnie podziwiam tych, którzy mają na tyle samozaparcia, żeby się podnieść i PÓJŚĆ POBIEGAĆ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też... podziwiam ich z ciepłego, spokojnego domku i z lampką wina w ręce ;)

      Usuń
  2. Brawo! Sama pamiętam moje pierwsze biegi. Droga przez mękę. A teraz, totalny luz. Trzymaj tak dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie lepiej i tego się trzymam. ;)

      Usuń
  3. Witaj
    Widać że się da :). Powiem Ci że jestem żołnierzem i bieganie jest dla mnie chlebem powszednim. Jednak pół roku temu złamałem nogę i od miesiąca i od dwóch pewnego czasu buduję formę na nowo. Osiągam nie najgorsze wyniki, jednak do formy sprzed roku daleka droga, trzymam kciuki za Ciebie i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Tobie też się porcja kciuków przyda, by powrót do formy po urazie był szybki i łatwy.

      Usuń
  4. Gratuluję :) Nic tak nie motywuje do dalszego działania jak postępy. Biegnij teraz po 10 km! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki mam zamiar. :) Jak się uda, nie omieszkam się pochwalić.

      Usuń
  5. Też zaczęłam w lutym, ale póki co zrobiłam jakieś 6km maksymalnie. Ale zamiast na odległości większą uwagę zwracam na czas - np. 30 minut biegu bez przerwy. A jak mnie czasem pozdrowi ktoś biegający to czuję się częścią czegoś ^^
    Cieszę się, że udało mi się zmobilizować i życzę również Tobie wytrwałości!

    Pozdrawiam,
    Celina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja póki co nie trzymam się żadnych planów, tym samym nie zwracam uwagi na czas ciągłego biegu - czuję jedynie, że stopniowo się on wydłuża.

      Usuń
  6. Nawet nie wiesz jak mnie zachęcasz do biegania, mimo że tego nie cierpię :P jeszcze kilka Twoich postów i sama wyskoczę pobiegać :D gratuluję Ci samozaparcia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, skoro moje próby już Cię motywują, to strach się bać, co będzie potem. ;) A tak poważnie, to sam fakt, że czujesz się zachęcona moimi próbami, jeszcze bardziej mnie motywuje do dalszego działania.

      Usuń
    2. Waham się właśnie nad tym, czy pójść jutro kupić buty do biegania :) także motywujesz bardzo!

      Usuń
  7. Czemu nie korzystasz z planów treningowych? One dużo ułatwiają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak pisałam, póki co nie jestm do nich przekonana. Nie łaknę (póki co) osiągów, turbo-czaśówek i życiówek. Do zwykłych przebieżek po pracy nie potrzeba mi do szczęścia planów treningowych. :)

      Usuń

OSTATNIE

ZAREZERWUJ NOCLEG

Booking.com

ARCHIWUM