, , ,

Zdobywanie Korony Gór Polski - oficjalnie, czy nieoficjalnie?

11.4.14


KGP Korona Gór Polski
Górskich, malowniczych szlaków oraz szczytów, z których rozpościerają się ciekawe panoramy, ci w naszym kraju dostatek. Aż żal by było nie skorzystać z tych darów natury. 
Mimo że w Polsce góry nie zajmują znacznego obszaru kraju, mamy do dyspozycji wiele pasm, które są odwiedzane przez rzesze turystów i amatorów bajkowych krajobrazów. Nie dziwi więc, że przy dobrej pogodzie na tych najbardziej popularnych szlakach goszczą tłumy.
Często wielu z górołazów wielokrotnie wraca do miejsc już odwiedzonych - bo darzą je sentymentem, bo lubią, bo mają bliżej, bo tak. Z tego właśnie względu są miejsca, gdzie nawet w sezonie ciężko uświadczyć żywego ducha, ale też i takie, gdzie na szlaki wylega turystyczna stonka.

Ktoś mądry wpadł jednak na pomysł, w jaki sposób można propagować turystykę górską w różnych regionach naszego kraju, powodując tym samym, że już nie tylko Rysy, czy Śnieżka należą do szczytów kojarzonych przez większość górskich łazików. Tym sposobem powstała Korona Gór Polski, czyli lista 28 szczytów (niekoniecznie najwyższych), które są charakterystyczne dla danego pasma górskiego.

Pozostaje teraz pytanie, czy rzeczoną Koronę zdobywać oficjalnie, czy też nieoficjalnie. Moim zdaniem warto to zrobić oficjalnie. Dlatego też w zeszłym roku - w ramach postanowienia noworocznego - nabyliśmy specjalne książeczki, w których zbieramy potwierdzające pieczątki ze schronisk, wpisujemy przebyty szlak, etc. Książeczki nabyliśmy w Oficynie Wydawniczej Amos, przy której działa Klub Zdobywców Korony. To dodatkowa motywacja (w końcu fajnie jest być zdobywcą), która przydaje się również w trakcie planowania wypadów. Teraz nasze trasy staramy się układać tak, by mieć możliwość wejścia na któryś ze szczytów koronnych. Wcześniej cieszyliśmy się po prostu możliwością wyjścia w góry i zwykle bywało tak, że lądowaliśmy w miejscu, w którym byliśmy już pierdyriald razy. Nie mówię, że to źle, ale zawsze fajniej jest poznawać nowe miejsca i odkrywać nowe szlaki - a te są naprawdę zróżnicowane.
Kolejnym plusem takiego zdobywania z książeczką jest fakt, że dzięki temu możemy zachęcić do górskich wędrówek również najmłodszych. Chyba dla każdego dzieciaka to frajda, jak wie, że po "skolekcjonowaniu wszystkich szczytów" otrzyma nagrodę. To coś jak album z naklejkami Panini, tylko że w pięknych okolicznościach przyrody. Osobiście sprzedałam ten pomysł znajomym, którzy są rodzicami i się to u nich sprawdziło. Nie ma na co czekać - mali i duzi mogą ruszać na szlaki. 

Naturalnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sobie zdobywać Koronę nieoficjalnie, bez potwierdzeń, bez książeczek. Wiem jednak po sobie i po ograniczonym czasie na wypady, że skończyło by się to tylko na pomyśle, bo zawsze łatwiej się wybrać tam, gdzie mamy bliżej. Na chwilę obecną mamy zaliczonych 11 szczytów koronnych, ale żeby było śmieszniej najwięcej ich nam zostało we względnie bliskiej odległości. Najdalej nam na bieszczadzką Tarnicę. Czas pokaże, kiedy się tam wybierzemy.

P.S. Informuję, że post nie jest sponsorowany i nie współpracuję w żaden sposób z wymienioną Oficyną Wydawniczą.

Sprawdź też:

18 komentarze

OSTATNIE

ARCHIWUM