, , ,

Morza szum - cz. 1 - Prolog

29.1.14

W jednej z rozmów ze znajomymi padło pytanie, czy faktycznie jestem tak bardzo skrzywiona pod kątem gór - ciągle tylko góry i góry - ileż można? Można, oj można ile wlezie. :)
Ale żeby nie było, że ze mnie człek żyjący wyłącznie na wysokości i dopuszczający do siebie jedynie tę formę relaksu, uprzejmie donoszę, że me górkolubne racice smak, a właściwie lodowatość,  morskiej kałuży poznały i źle się z tym nie czuły. Oczy tylko jakoś tak się do tych wszechogarniających płaskości przyzwyczaić nie mogły - ot dziwnie im było, ale chłonęły i rejestrowały wszystko niczym aparat foto.

Morze Bałtyckie

Mój pierwszy morski raz miał miejsce w wieku lat bodajże 4, gdy po wsadzeniu mnie oknem do pociągu, razem z babcią i rodzicielką, dałam się powieźć do Gdańska, gdzie pogoda była iście bałtycka - lało i zimno było jak w psiarni do tego stopnia, że pod koniec lipca dogrzewaliśmy się farelką.
W ramach protestu i obrazy dziecięcego majestatu odpowiedziałam gorączką i anginą, które wypełniły znaczną część pobytu.
Jak już udało mi się w miarę wydobrzeć, zaciągnięta przez babcię na plażę, jarałam się jak murzyn szkiełkiem muszelkami i mewimi piórkami, które zawzięcie zbierałam - największy jednak piórkowy okaz został mi po chamsku wyrwany z dziecięcej łapki przez nieokrzesanego wyrostka, który w poważaniu miał stojącą nieopodal babcię. Żeby tego było mało nie przypadł mi również do gustu Neptun - pamiętam, że zaniosłam się rykiem i tyle było mojej dziecięcej wycieczki. Więcej grzechów odnośnie mojego pierwszego morskiego razu nie pamiętam, ale te zapamiętane nie rysują bynajmniej naszej wielkiej kałuży w pozytywnych barwach.

Wakacje nad Bałtykiem

Oczywiście wszystko się zmieniło, gdy dziecię w mej postaci podrosło i przez całą praktycznie podstawówkę wywożone było na nadmorskie kolonie. Szał ciał, morska taplanina do zsinienia ust i rozdygotanych szczęk, a do tego listowne elaboraty słane do chaty, celem otrzymania przekazu z $$$, które od razu były wydawane na pierdyriald pseudo-pamiątek i niezliczoną ilość lodów, po których zawsze bolał mnie brzuch - ot, dziecięce podejście.

Morska kraina wypełniała więc mój dziecięcy, wakacyjny świat. Potem było długo nic, jeśli nie liczyć zaliczonych w czasach licealnych może ze dwóch zielonych szkół (borze najzieleńszy, ale prehistoria) - kto wymyślił tę nazwę, nie wiem, ale miał fantazję - z których w sumie niewiele pamiętam z różnych powodów.

Kolejne spotkanie z morską kałużą miało miejsce dopiero w roku 2007, kiedy to już usilnie musiało rywalizować z górskimi krajobrazami. Niemniej jednak właśnie na nadbałtyckie regiony padło w czasie planowanie ówczesnego urlopu, dlatego też w kolejnych wpisach uraczę Was garścią zdjęć i wspominkowych opowieści, o ile uda mi się dobrze przewietrzyć pamięć. :)

Sprawdź też:

17 komentarze

  1. Świetny opis :D ja nad morzem byłam tylko raz przez dwa tygodnie, jak miałam jakieś 13 - 14 lat. Mieszkaliśmy pod wielkimi namiotami, cały czas lało i przez środek namiotu płynęła rzeka, raz w tygodniu musieliśmy pomagać w obieraniu ziemniaków w stołówce i raz w tygodniu mogliśmy wziąć prysznic w gorącej wodzie, a resztę czasu woda było co najwyżej prawie letnia. Poza tym w dzień naszego wyjazdu zrobiło się gorąco i biegiem opiekunowie pognali z nami nad morze, baby zażyć kąpieli :P chociaż wcześniej też się kąpaliśmy, mimo zimna. A i jeszcze las w którym obozowaliśmy był pełen jagód, które zjadaliśmy z cukrem i śmietaną, zakupowanymi w sklepi oddalonym o 4 km ;) tyle, że opiekunowie nam nie pozwalali zbierać jagód, bo mówili, że się potrujemy i jak kogoś złapali to mu te jagody zabierali... a potem sami zjadali :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Taaaa, opiekunowie kolonijni i te ich zachowawcze pomysły. :D Nam nie pozwalali kupować kukurydzy od plażowych handlarzy - w sumie to może i lepiej. Być może dzięki temu uniknęliśmy np. grupowej sraczki. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na więcej, w końcu Gdańsk też posiada górki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. @Magda, melduję, że i Gdańsk się pojawi w swoim czasie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nad "kałużą" byłam zaledwie 2 razy. Gdyby nie trzeba było przejechać całej Polski to może bywałabym częściej :) Nie mniej jednak nadmorskie klimaty lubię (szanty np, morza szum też:P) i jeśli będzie okazja to jeszcze się z pewnością wybiorę :) Wydmy w końcu też takie trochę pagórowate :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bałtyk ma swój klimat, całkiem odmienny od gór, a ja lubię różnorodność :) Ale moje serce już dawno zostało w górach i dobrze mi z tym :D

    OdpowiedzUsuń
  7. czasem bywam nad morzem, coby mój małż nie marudził, że gór ma już dość. wtedy bierzemy rowery i pedałujemy, na plaży leżeć nie lubię. ewentualnie wyszukuję nadmorskie górki ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. @bemolka, rowery to zdecydowanie fajna sprawa. Nie umiałam nigdy leżeć plackiem na plaży i smażyć się na skwarkę. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Tralala, a ja nigdy nie byłam nad morzem :D. Słowo - nigdy. Za dzieciaka niespecjalnie podróżowałam, potem zaczęły się szkolne wycieczki, a że w góry było jednak trochę bliżej, to lądowałam tam. A potem już z własnego wyboru. Jakoś na morze zawsze szkoda mi było czasu i pieniędzy. I tak już mi zostało, że dla mnie urlop czy wakacje = góry. Więc chyba nieprędko zrozumiem, o co chodzi z tym całym szumem fal i w ogóle... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecięce wakacje zawsze był nad morzem za sprawą zakładowych kolonii, w czasach licealnych z uporem maniaka zabierali nas nad morze i tylko jedna wycieczka była w Tatry. Dobrze, że znaleźli się angliści, którzy nam tą miłość do gór zaszczepili. Teraz to morze już bardzo okazjonalnie odwiedzamy, ale odwiedzamy. ;)

      Usuń
  10. Ubawiłam się przy opisie. Dobrze, że nie jadłam w tym czasie, bo bym opluła komputer. Dzięki!
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Teraz, po tym wpisie jeszcze bardziej nie mogę się doczekać kiedy znowu wybiorę się na wakacje z Test Tour. Chorwacja wyspa Hvar chodzi mi po głowie odkąd spadł śnieg, ale teraz ta ochota na goracą kąpiel jest jeszcze większa :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja zdecydowanie wolę morze od gór, pewnie dlatego, że jestem wychowana w górach ;-) W sumie to sama nie wiem, ale uwielbiam jeździć nad morze.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja kocham morze (ale góry też bardzo lubię!), zresztą mieszkam w okolicach naszej polskiej kałuży;) Ładne zdjęcie morskiego brzegu i świetny, dowcipny opis.

    OdpowiedzUsuń
  14. Morze jest fajne, ale gry ogląda się je z wysokości co najmniej kilkuset metrów ;-) Z ponad 1,5tyś m prezentuje się nawet ładnie :-) - https://lh5.googleusercontent.com/-mVL8aFTyKqI/UMNHCyiut7I/AAAAAAAAiXM/HU8xAFoU6w8/s800/P1080919.JPG
    Trzeba tylko znaleźć dobry rejon, Chorwacja jest do tego dobra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chorwacja już mi chodzi od jakiegoś czasu po głowie. Przy najbliższej okazji zostanie zaliczona. ;)

      Usuń

OSTATNIE

ARCHIWUM