,

Człowiek nie wielbłąd, pić musi... Bez wody ani rusz

11.5.14


Chociaż Majówka upłynęła w wielu regionach pod znakiem dość chłodnej i deszczowej pogody, to niezaprzeczalnym faktem jest, że temperatura sobie rośnie, jak przystało na tę i kolejną porę roku. To tylko kwestia czasu, kiedy znowu niektórzy (w tym ja) będą narzekać na turbo-żar lejący się z nieba i ekstremalne ciepło. Przy takiej aurze dobrze jest być zaprzyjaźnionym z wszystkim co ciekłe, coby się odpowiednio nawadniać. Wzmożoną sympatią zaczną się więc cieszyć wszelkiej maści zimne napitki.

O ile podczas pobytu w domu, pracy, ogólnie pojętych miejscach ucywilizowanych, na niedobór nawadniających specyfików nie ma co narzekać, tak wyruszając na górskie szlaki, czy uskuteczniając bliższe, bądź dalsze wypady, warto pamiętać o tym, by mieć ze sobą wystarczającą ilość płynów.

Ja osobiście piję, jak mały smok. Nawet w normalny dzień roboczy nie rozstaję się z butelką niegazowanej mineralki, dorzucam do tego soki i hektolitry różnistych herbat bez cukru.

Gdy wybieramy się z małżem w góry, na wyjazd, dłuższe zwiedzanie, to ja, zanim w ogóle zacznę się pakować, wyciągam na wierzch - coby czasami nie zapomnieć - zakupioną wcześniej wodę (lepiej nosić niż się prosić, lub przepłacać w schronach na szlaku - za wodę liczą sobie zdecydowanie za dużo $$$) i aparat foto. Jak mam już pewność, że o tych dwóch rzeczach nie zapomnę, mogę ze spokojem pakować resztę potrzebnych klamotów.

Wędrując, siłą rzeczy narażamy się na wysiłek, zmęczenie i, przy wyjątkowo ciepłej aurze, również przegrzanie. Z tego też powodu ważne jest, by pić regularnie uzupełniać płyny.  Dlaczego woda jest taka ważna? Według mnie najlepiej gasi pragnienie, które lubi dopadać na szlaku ze zdwojoną siłą. Osobiście nie potrafię napić się sokiem, kolorowym napojem, czy izotonikiem. To wszystko jest dla mnie za słodkie i chwilę po przełknięciu jeszcze bardziej chce mi się pić.

Dlaczego uzupełnianie płynów jest takie ważne?

Płyny ustrojowe i ich skład mają ogromny wpływ na funkcjonowanie naszych organizmów. Nie bez kozery mówi się, że bez jedzenia można pociągnąć dłużej niż bez picia. Wędrując górskimi szlakami, szczególnie latem, przy wysokich temperaturach, jesteśmy narażenie na odwodnienie, które może być skutkiem nadmiernego pocenia się w cięższych niż zwykle warunkach. Z potem tracimy wodę i wiele składników mineralnych. Zaburzony poziom nawodnienia organizmu może prowadzić do przegrzania - tego chcemy uniknąć. W końcu to żadna frajda, gdy planowany wypad krzyżują nam komplikacje zdrowotne spowodowane nienależytym nawodnieniem.

Po czym poznać, że organizm potrzebuje płynów?

Pierwszy, powszechnie znany symptom, to pragnienie. Gdy zaczyna chcieć ci się pić, to znaczy, że musisz zacząć uzupełniać płyny. Gdy tego nie zrobimy pragnienie, a tym samym niedobór płynów się zwiększy, prowadząc do odwodnienia i może spowodować zaburzenia w koncentracji, bóle głowy, skurcze mięśni, a nawet mdłości. Nic przyjemnego, a tym bardziej potrzebnego w czasie, gdy chcemy wędrować. 

Ile trzeba pić w czasie wędrówki?

Nasz organizm to taka konstrukcja, która nawet przy codziennych, mało obciążających czynnościach potrzebuje sporej dawki wody. Co chwilę słychać głosy specjalistów, by przyjmować minimum 1,5 litra płynów dziennie. Oczywiście zapotrzebowanie na wodę to sprawa indywidualna każdego z nas, zależna od sposobu odżywiania, czy budowy ciała. Jeden wypije 1,5 l i będzie czuł się "utopiony", dla innego normą będą 3 litry. Na to nie ma reguły, trzeba słuchać swojego organizmu i robić mu dobrze. :) Wszystko będzie zależało od długości i trudności szlaku, temperatury i wysokości. Podczas wysiłku zapotrzebowanie na płyny będzie dużo większe, a pragnienie często dawało o sobie znać.

Kiedy i ile pić?

Najlepiej (ja tak zwykle robię) nawadniać się na bieżąco i nie dopuszczać do odczucia pragnienia. Lepiej pić częściej, małymi łykami, niż na raz, na hura całą butelkę. Dobrym rozwiązaniem są plecaki z systemem nawadniającym i poręczną rurką, z której można pociągać pićku bez zatrzymywania się. Ja takowego plecaka nie mam i żyję. Zawsze to dobry pretekst do postoju i trzaśnięcia kilku(-nastu) fotek. :)

Co zrobić, gdy zabierzemy zbyt mało wody?

W górach szlaki często biegną wzdłuż potoków, źródeł, wodospadów, etc. To doskonałe miejsca, by uzupełnić zapasy wody pitnej. Osobiście uwielbiam taką lodowatą, górską wodę. W Austrii na przykład wypijałam jej hektolitry. :D
Oczywiście trzeba zwrócić uwagę na to, by nie pić wody stojącej - no chyba, że ktoś tęskni za długim posiedzeniem w kibelku. Wartkie strumienie i potoki, znajdujące się powyżej łąk i hal, gdzie wypasa się zwierzątka, raczej nam krzywdy nie zrobią. Ja póki co żyję i mam się dobrze, a jestem raczej z posiadaczy delikutaśnych żołądków. :)

Cieszcie się więc swoimi wypadami i pamiętajcie o nawodnieniu. Jeśli macie jakąś niesłodką alternatywę dla wody, piszcie.

Zdjęcie pochodzi z pixabay.com, CC0, Pexels
 

Sprawdź też:

13 komentarze

  1. Zdecydowanie opowiadam się za wodą niegazowaną. Czasami mam ochotę na coś gazowanego, ale to nie zdarza się zbyt często. Na wycieczki zabierana jest przeze mnie obowiązkowo:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze jest też do takiej górskiej wody dodać zwykłego plusza. Woda ze strumieni nie jest zbytnio bogata w minerały (oczywiście mowa o tych płonących stosunkowo wysoko :F ). Jechanie tylko na ubogiej w minerały wodzie, nie rekompensuje strat między innymi soli mineralnych które uciekają z naszego organizmu podczas wysiłku razem z potem.

    Uprzedziłaś mnie z postem o wodzie, niedobra Ty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze prawisz, też sobie lubię stuningować wodę jakimś Plussszem, chociaż w sumie na wyjazd to o tym akurat zapominam. :D

      Usuń
  3. Od kiedy zaczęłam pić wodę niegazowaną, poczułam się lżej, samopoczucie mi się poprawiło i ogólnie jestem w lepszej formie. Nie warto truć się gazowaną chemią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napoi gazowanych unikam jak ognia. Czasami zdarza mi się napić, to się później źle czuję.

      Usuń
  4. O nawodnieniu pamiętam niemal każdego dnia. Wcześniej było co prawda inaczej, ale teraz 2-2,5l płynów wypijam codziennie. Dzięki temu lepiej się czuję, lepiej wyglądam i pewnie też zdrowsza jestem :) Mi bardzo smakuje woda mineralna z plastrem cytryny :) ostatnio byłam w Górach Świętokrzyskich i zapomniałam wziąć ze sobą wody, na szczęście dotarcie na balkon widokowy na gołoborza zajęło nam mało czasu,ale gdybym była w górach, gdzie byłoby więcej szlaków to pewnie padłabym tam bez butelki wody.

    OdpowiedzUsuń
  5. Woda wysokozmineralizowana jest najlepsza, ale jak się skończy to lepsza taka z potoku niż żadna :) Ja na szlaku też często czerpię wodę, ale powyżej schronisk ;) i żyję :D Zwłaszcza latem jest szalenie przyjemna, bo lodowata... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do takiej lodowatej czasami mam ochotę wskoczyć w całości. :D

      Usuń
  6. Ja tak jak napisano kilka postów wcześniej, w wodzie mineralnej z reguły coś dodatkowo rozpuszczam :) Tylko i wyłącznie niegazowanej. Kolorowe specyfiki też zabieramy bo często chce się nam czegoś słodkiego napić, ale pragnienie jako tako najlepiej gasi woda. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja dziennie wypijam min.1,5 l - 2 l wody niegazowanej, a podczas górskich wędrówek, różnie to bywa, raz mniej, a raz więcej, ale ogólnie jest tak jak piszesz, organizm sam się dopomina o picie. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piję bardzo dużo wody niegazowanej z świeżymi owocami, cytryną, ogórkiem. Pychota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świeże owoce plus woda to bardzo fajna sprawa. Super orzeźwienie latem. Tylko do tego ogórka jakoś się przemóc nie mogę, nie wiem, czemu. ;)

      Usuń
  9. Ja chyba nie zdecydowałabym się na picie wody z górskich potoków... Nigdy nie wiadomo, czy wyżej ktoś nie wypasa owiec albo innego stada zwierząt hodowlanych :) Za to woda ze źródeł jest jeszcze lepsza niż butelkowana, co zresztą widać po kolejkach, jakie ustawiają się pod źródełkami np. w Młodowie czy Łomnicy ;)

    OdpowiedzUsuń

OSTATNIE

ARCHIWUM