, , , , , ,

Czeska Szwajcaria: Jetřichovické stěny - Mariina skála, Vilemínina stěna & Rudolfův kámen

12.1.22

Jetřichovické stěny - Mariina skála, Vilemínina stěna & Rudolfův kámen

Góry Połabskie i Czeska Szwajcaria mają czym kusić wycieczkowiczów, jeśli o szlaki oraz atrakcje chodzi i zdecydowanie warto wybrać się tam w różne miejsca a nie skupiać wyłącznie na tych najpopularniejszych, jakimi są niewątpliwie Pravčická brána i Wązwóz Edmunda (Edmundova soutěska).

Tym razem podrzucamy propozycję na wypad wśród najróżniejszych piaskowcowych formacji z kapitalnymi widokami m.in. na Czeskie Średniogórze. W dużej mierze to szwendaczka spacerowa, ale miejscami wymagająca wdrapania się wyżej po stromych skałach lub drabinkach. Pakujcie plecaki, ruszamy w Jetřichovické stěny.

Jetřichovické stěny - Szlak, punkty widokowe

Jetřichovické stěny zajmują południowo-wschodnią część Parku Narodowego Czeska Szwajcaria i, podobnie jak Děčínský Sněžník, leżą na Wyżynie Dieczyńskiej. 
Ze swoimi skalnymi formami pod postacią strzelistych wież, pnących się ku niebu ścian, kominków, głębokich wąwozów i jarów uchodzą za przyrodniczy unikat wznoszący się niczym skalne miasto na skraju mezozoicznej płyty piaskowcowej. Mamcia natura po raz kolejny dała popis siłą erozji, której efekty dostrzegamy na każdym kroku, przemierzając szlaki Czeskiej Szwajcarii. 

Mariina skála, Vilemínina stěna i Rudolfův kámen

Skalne wnęki, stopnie i fantazyjne kształty towarzyszą nam praktycznie od samego początku wędrówki, którą rozpoczynamy w miejscowości Jetřichovice.
Ruszamy szlakiem czerwonym, którym będziemy podążać aż do rozejścia Pohovka, skąd szlakiem zielonym wrócimy do Jetřichovic na parking (Opłata w parkomacie wynosi 100 CZK za dzień - stan na październik 2021. Lepiej mieć przygotowaną gotówkę)
 
Na początku szlak prowadzi nas leśną, miejscami piaskową i bardzo przyjemną ścieżką. Nie obawiajcie się jednak nudy, bo szybko przyjdzie nam się lekko zasapać, wdrapując się coraz to wyżej po skalnych stopniach. By dotrzeć na punkt widokowy Mariina skála, który zwieńczony jest urokliwą altaną, musimy przejść miejscami nieregularnymi stopniami poprowadzonymi w skalnym przesmyku. Miejscami jest wąsko, w czasie deszczu i zimą na pewno ślisko.
Widok z posadowionej na szczycie skały altany jest jak z obrazka i tym samym wart każdego kroku i przyspieszonego oddechu.
 



 
Altana w obecnej postaci została odtworzona na wzór swej dziewiętnastowiecznej poprzedniczki, która spłonęła w 2005 roku. Jeszcze dziś na okalających skałę drzewach da się dojrzeć skutki ognia, który trawił to miejsce.

Na górze można bardzo przyjemnie spędzić czas, odpocząć i pokontemplować w ciszy przyjemną panoramę opisaną na znajdującym się wewnątrz konstrukcji stoliku. O ile akurat nie doświadczycie "najazdu Hunów" pod postacią rozwrzeszczanej i to bynajmniej nie młodocianej wycieczki. Na szczęście gawiedź dość szybko się zawinęła, bo wiatr pizgał okrutnie. Mogliśmy więc jeszcze na kilka chwil powrócić do podziwiania słonecznej gry światła i chmur.

Pora ruszać dalej. Nasz następny cel to Vilemínina stěna (Ściana Wilhelminy), od której dzieli nas raptem kilometr marszu. Tu już nigdzie nie trzeba się wpinać, a szlak kluczy wąskimi ścieżkami pośród drzew, dając ochronę przed smagającym wiatrem, który szybko sobie o nas przypomina, gdy tylko wychodzimy na nieosłonięty skalny punkt widokowy. Jednak wysmagane policzki to tylko mała niedogodność. Mariina skála, górująca ponad koronami drzew, z tej perspektywy prezentuje się pięknie.
 



 
Ostatnim punktem widokowym na dzisiejszym szlaku jest Rudolfův kámen (Kamień Rudolfa) nazwany tak na cześć księcia Rudolfa Kinskyego, który razu pewnego postanowił się nań wdrapać. Wcześniej miejsce nosiło nazwę Vysoký kámen (Wysoki Kamień).
Wejście jest najbardziej wymagające z całej eskapady. Czekają was kamienne i drewniane, tak znienawidzone przeze mnie - krótkonożną, stopnie  oraz wmontowane w skałę drabinki. Miejscami trzeba się zastanowić, gdzie postawić kopytko, a i wsparcie kończynami górnymi jest wysoce wskazane.
Szczyt mierzącego 484 m n.p.m. Kamienia Rudolfa wieńczy mała drewniana budko-altanka. Miejsce idealne na przerwę i schronienie przed ostro chłoszczącym wiatrem. Tutaj niesione nim piaskowe drobinki skutecznie peelingowały nieosłonięte części twarzy. Mała burza piaskowa w pakiecie, aczkolwiek entuzjastką nie będę 😉
 


Teraz trzeba jeszcze tylko zejść, przeciskając się przez skały oraz uskuteczniając wygibasy na tych zbyt wysokich stopniach i można kopytkować dalej. Przed nami już tylko czyste nabijanie kilometrów leśnym spacerem i marsz do samochodu. W samą porę - chciałoby się powiedzieć, bo dziwnym trafem zaczyna odzywać się w nas mały głód 😋 To była kolejna bardzo udana eskapada pośród skałek, pagórów i leśnych ścieżek.

Jeśli macie w planach odwiedziny w Czechach, a w szczególności w Czeskiej Szwajcarii, zapamiętajcie sobie ten szlak, bo zdecydowanie warto się nim przekopytkować.
 

Sprawdź też:

OSTATNIE

ARCHIWUM