, , , ,

Toskania po sąsiedzku, czyli czeskie Morawy Południowe

29.5.18

Kunkovice Młyn Morawy Południowe

Są takie miejsca - piękne skądinąd, co jakby oczywiste - gdzie chce się pojechać chociaż raz, by przekonać się naocznie, że te wszystkie fotografie w internetach nie kłamią. Do takich miejscówek, bez dwóch zdań, trzeba zaliczyć region u naszych południowych sąsiadów, jakim są Morawy Południowe [South Moravia - Jihomoravský kraj]. Swoista czeska Toskania, którą zmalowała nam mamcia natura.

Wyjazd już od dawna chodził nam po głowach, ale zwykle jakoś się nie składało i plany były przekładane na to znienawidzone "kiedyś". Aż do tegorocznej wiosny, kiedy to decyzja o wypadzie zapadła dość szybko po tym, gdy podczas małego fotopleneru pod Wrocławiem Łukasz rzucił nam tę propozycję pod rozwagę. W tym miejscu pozostaje tylko napisać, iż to wielkie szczęście, że decyzje wyjazdowe podejmują się u nas tak szybko.😊

Tym sposobem wypełniliśmy sobie czas majowego weekendu, który w tym roku zapowiadał się wyjątkowo bezproduktywnie i bez pomysłów, a skończył w regionie, którego zobaczenie jest pożądane przez wielu, a przez fotoczłowieki z aparatami to już szczególnie. Amatorzy fotografii krajobrazowej mają tam naprawdę używanie i nieskończone możliwości, by bawić się kadrami i ustawieniami. 
Wiosna w dodatku cudownie urozmaica tę aktywność wspaniałymi widokami, pośród których można się kręcić do woli i wyszukiwać tych niepowtarzalnych obrazków pośród pofałdowanych wzgórz, niekończących się i kolorowych pól uprawnych, czy winnic. Jest pięknie i sielsko. O ile akurat nie zaleci świeżo rozrzuconym obornikiem.

Intensywnie żółty rzepak cieszy oczy, jednocześnie drażniąc alergiczne nozdrza swoim zapachem. Zaraz obok rozciągają się zielone dywany wschodzących zbóż, które przetykają czerwone połacie koniczyny. Dopełnieniem krajobrazu są bawiące się z nami światłocienie, spokój, cisza i wszechobecne sarny, zające, czy bażanty. Obiad jak znalazł, gdyby się dziwnym trafem okazało, że wyschło źródełko z piwem i smażonym serem. 😊

Zapytacie zapewne, co robiliśmy tam przez weekend. Otóż zdjęcia i jeszcze więcej zdjęć. Czas upływał od kadru do kadru, na naprzemiennym rozkładaniu i składaniu statywu, instalowaniu filtrów i czekaniu na to, co się wymaluje na horyzoncie.
To znaczy ja się głównie relaksowałam i nadrabiałam lektury, a za kadrami biegał Piter z kolegą Łukaszem. Przez cały wyjazd, po raz pierwszy w życiu, nie dotknęłam aparatu. Komórka się nie liczy 😀 Mało tego, po powrocie nie zabrałam się nawet za przeglądanie zdjęć i ich obróbkę. Nic, zero. Pojechałam sobie jako element krajobrazu i głodomor. I wiecie co, nie mam ani pół wyrzutu sumienia. 
Nie miałam go nawet wtedy, gdy chłopakom budziki terkotały o barbarzyńskiej porze, wyrywając ich z namiętnych objęć morfeusza, a ja na tę jakże radosną okoliczność przewracałam się na drugi bok. Żeby jednak nie było - Też wstałam (póki co, jedyny raz w życiu) na wschód słońca i... przesiedziałam poranek w aucie, czytając książkę, bo wiało tak, że nie chciało mi się sprawdzać, jak szybko zrobi mi się zimno. #pańcia_pełną_gębą

Nim panowie pofocili to, co chcieli, ja przeczytałam kawał książki i zaczynałam robić się głodna, więc z nieskrywaną ulgą przyjęłam wiadomość, że wracamy na kwaterę na śniadanie. Trzeba było nabrać sił na dalsze bieganie po polach i chaszczach.

Wydawać by się mogło, że krajobraz jak krajobraz. Ot, tu pola, tam drzewa, a kawałek dalej jakiś samotny wiatrak, czy kapliczka skryta wśród liści. Niby nic szczególnego, jednak Morawy Południowe podają nam na tacy taką kompilację kadrów, że człowiek kluczy po polach, szuka, wraca kilka razy w to samo miejsce, by przekonać się o tym, że o poranku, czy wieczorem wyglądało zupełnie inaczej niż w ciągu dnia. Co spojrzenie, to inny obrazek, jeszcze bardziej malowniczy od poprzedniego, gdzie prym wiedzie ziemia, stawiając w szranki świeżo zaorane pola z tymi pokrytymi żółtą lub zieloną kołderką. A to wszystko na delikatnie pofałdowanym terenie, gdzie warstwy poprzekładane są niczym różnorodne kremy w apetycznym cieście. Stwierdzenia - "przekładaniec" czy "dywany" wcale nie są na wyrost. Zresztą, przekonajcie się sami, bo poniższe zdjęcia mówią same za siebie.

Kunkovice Morawy Południowe


Kunkovice Morawy Południowe



Winnice Morawy Południowe






Zachód słońca Morawy Południowe








Mamy nadzieję, że wiosna w takim wydaniu Wam się spodobała, bo nas urzekła maksymalnie. I to do tego stopnia, że już bardzo mocno się zastanawiamy nad jesiennym wypadem, by sprawdzić, jak bardzo ten region będzie fotogeniczny, gdy okoliczne drzewa staną się kolorowe, winnice wypełnią się słodkim zapachem dojrzałych owoców, a na polach zakończą się żniwa. Wyobraźnia nam podpowiada, że będzie bardzo malowniczo, dlatego z miłą chęcią wrócimy ponownie nawet w te same miejsca, by odkryć ich nowe oblicze. Bo choć na Morawach jest kilka(naście) typowych klasyków, które na zdjęciu chce uwiecznić każdy, to mimo tego mogą one zafundować niespodzianki, na które umówią się z akurat panującą aurą. Jakby je tu tylko teraz przekupić, by zawsze chciały współpracować?

Odwiedziliście już Morawy Południowe? Jeśli macie w planach i będziecie szukać miejscówki na nocleg, to z czystym sumieniem polecamy Ubytování Němčičky. Możecie rezerwować śmiało. 👍

Sprawdź też:

0 komentarze

OSTATNIE

ARCHIWUM