, , ,

Satysfakcja i odpowiedzialność

6.9.12

Góry, te mniejsze i większe, kojarzą się większości  turystów i nie-turystów z pięknem, spokojem i wszechobecną harmonią. Cieszą oczy wspaniałymi widokami, dostarczają niezapomnianych przeżyć, które wspominamy z uśmiechem, czasami z rozrzewnieniem, a nawet z dumą, gdy udało nam się pokonać swoją kolejną słabość. W górach uczymy się siebie, bo na szlaku nie ma miejsca na udawanie. Jesteśmy tam najprawdziwsi w swojej radości, bólu i zwątpieniu, które czasami dopada i skutkuje pytaniem – Po co ja tam idę? Nie dam rady! Ale gdy już uda się osiągnąć zaplanowany, a nierzadko nawet, odkładany kilkukrotnie w czasie cel, satysfakcja dodaje nam sił i mamy ochotę na więcej i więcej. Szukamy kolejnych szlaków, nowych wyzwań, chcemy się sprawdzić po raz kolejny.
Ważne jednak jest, by w tej radości, poczuciu siły, spełnienia i satysfakcji z tego, że się udało i teraz to pewnie możemy wszystko, nie zatracić zdrowego rozsądku i odpowiedzialności, nie zapominać, że w dalszym ciągu to górska natura ma nad nami władzę i rozdaje karty, nagradzając tych, którzy uznają jej wyższość.


Może ktoś pomyśleć, że to dziwne, nawet głupie, ale ja zawsze powtarzam, że tylko w górach można poznać  drugiego człowieka na 100%. To w górskich warunkach najłatwiej przekonać się o odpowiedzialności drugiej osoby, o wsparciu, jakie drugi człowiek jest w stanie nam dać. To pośród górskich szczytów najłatwiej nauczyć się współpracy i dbania o siebie wzajemnie. Gdy wędrujemy jako grupa, jako grupa pokonujemy przeciwności, bo razem zmierzamy do określonego celu. Jeśli będziemy trzymać się razem, wspierać, brać pod uwagę kondycję i wytrzymałość towarzyszy, radość na szczycie będzie większa, bo dotrzemy tam razem. Dlatego warto czasami zwolnić, podać pomocną dłoń, rozejrzeć  się w tym czasie dookoła. Warto, bo takim przypadku czujemy satysfakcję innego rodzaju. Nie taką, że nam się coś udało, ale wynikającą z tego, że również dzięki nam druga osoba mogła poznać to górskie piękno, że dała radę dzięki naszej pomocy i motywacji. Ta wspólna radość w oczach na szczycie – bezcenna!

Chyba to jeden z tych powodów, dlaczego pokochałam góry całym sercem. Z jednej strony za każdym razem na nowo zachłystuję się ich pięknem, – nieważne, czy są to góry wysokie, czy pagórki – a z drugiej za każdym razem na nowo poznaję siebie, moje słabości i uczę się, jak je pokonać. Najszczęśliwsza jestem jednak wtedy, gdy moją radość mogę podzielić z innymi. Serducho wprost śpiewa, gdy uda mi się zarazić tą miłością kolejną osobę. Największa radość i satysfakcja – gdy po wyprawie (bliskiej lub dalekiej) współuczestnicy, którzy byli na szlaku po raz pierwszy, powiedzą: Było super. Chcemy jeszcze. :)

b07a34e3fe91f05499cad6c3b77033f8

Sprawdź też:

8 komentarze

  1. Bardzo ciekawy post :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. ładnie i mądrze napisane :)
    ja za każdym razem muszę mieć taki moment zwątpienia, kiedy jęczę i marudzę właśnie dokładnie tak, jak napisałaś...ale potem satysfakcja ogromna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie ;) Chociaż częściej znoszę te "męki" w cichej pokorze ;)

      Usuń
  3. Bardzo pobodają mi się dwa ostatnie posty :) za tydzień ruszam na blogu z kolejnymi wpisami o Tatrach, ale poprzedze je linkami do Twoich dwóch postów - jak najwięcej ludzi powinno to przeczytac (mam nadzieję, że z pełnym zrozumieniem i pomyślunkiem), pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chęcią poczytam o Taterkach, bo już mi tak za nimi tęskno:) A co do linków, to umieszczaj śmiało. Tak jak piszesz, oby miały jak najwięcej odbiorców.

      Usuń
  4. A chodziłaś kiedyś sama?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarzyło mi się dosłownie raz. Czasy prehistoryczne, na początku studiów. Ekipa znajomych się wykruszyła, nie raczyła nawet poinformować. Mieli się dosiąść w Jeleniej, a jak się okazało w Jeleniej nikt nie czekał. Dokulałam się więc sama do Szklarskiej i poszłam. I jak tak szłam, to jakoś tak sama nie potrafiłam się skupić na widokach, cały czas gdzieś z tyłu głowy miałam jakąś taką myśl, że jak coś mi się stanie, to nawet nie wiadomo, kiedy by mnie ktoś znalazł. O tamtej pory, dla psychicznego komfortu, w górki chodzę wyłącznie z towarzystwem - teraz małżonem. Raźniej i bezpieczniej :)

      Usuń
  5. Pięknie napisane :-)
    Nic dodać... nic ująć... :-)
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń

OSTATNIE

ARCHIWUM