, ,

Tatrzańska Zima - Dzień IV - Przełęcz Zawrat

10.4.12

Pomijając zimną Wielkanoc, wiosna wali drzwiami i oknami. Dzisiaj nawet spotkałam małe, latające bzyczątko zwane pszczółką. Z uwagi na moją alergię ominęłam zasięg lotu owego stworzonka szerokim łukiem, coby go w jakimś amoku nie chlasnąć czymś, co by mi w rączęta wpadło. Wszystkie możliwe drzewka, krzewy i inne chaszcze się zielenią i nic ich już nie powstrzyma przed zalewaniem świata tym kolorem nadziei :D Ale że ja jestem normalnie nienormalna, to te wszystkie kolorki i latające żyjątka na mnie wrażenie robią średnie. W związku z tym myślami przenoszę się w Tatry, w bardziej śnieżne i mroźne okoliczności przyrody.

Tatrzańska Zima - Dzień IV - Przełęcz Zawrat lifestyle góry

Po nie udanym wejściu na Kozi Wierch dzień wcześniej nie straciliśmy animuszu, żeby podreptać dalej, tym bardziej, że pogoda była wyjątkowa. A może to nie pogoda była wyjątkowa, tylko my mieliśmy wyjątkowe szczęście, że tak się wstrzeliliśmy między gorsze fronty :D Jakby nie było, trzeba było to wykorzystać maksymalnie.
W planach było podejście na Szpiglasowy Wierch, ale z uwagi na to, że pokrywa śnieżna w tamtym rejonie była średnio stabilna i co chwilę ktoś informował o sporych osunięciach mas śniegu, wybraliśmy Przełęcz Zawrat (2158 m n.p.m.).

Świnica i Zawratowa Turnia. Zawrat był naszym celem.

Uparcie trzymałam kciuki, aby moje raki tym razem miały ochotę na współpracę. Udało się.
Standardowo wyruszyliśmy z pięciostawiańskiego schronu z samego rana, po śniadanku. Dreptaliśmy szlakiem niebieskim. Uściślając - zimą nie ma zbyt wielu opcji szlakowych w tej okolicy. Kto był, ewentualnie widział mapę, ten o tym wie, ale warto o tym przypomnieć, żeby się jakaś duszyczka nie porwała zimą na Orlą Perć, w dodatku pod prąd. Lepiej iść szlakiem wiodącym Doliną Pięciu Stawów.
Minęliśmy miejsca, w których szlak niebieski przecinał się ze szlakiem żółtym (wiedzie na Kozią Przełęcz 2137 m n.p.m.) oraz czarnym (prowadzącym na Kozi Wierch 2291 m n.p.m.).

Mały Kozi Wierch nad Pustą Dolinką


Zacna pogoda - można zazdrościć ;)


Po drodze warto odwrócić się za siebie - Widok na Wielki Staw Polski i Miedziane

Minęliśmy więc spokojnie Pustą Dolinkę u podnóża Koziej Przełęczy. Potem szlak skręcał w Dolinkę pod Kołem, mijając Kołową Czubę (2105 m n.p.m.) oraz przełęcz Schodki (2065 m n.p.m.).

Walentkowa Grań i Dolinka Pod Kołem

Musieliśmy trochę przyspieszyć kroku, oczywiście na tyle, na ile to było możliwe w śniegu, w niektórych miejscach, po kolana. A dlaczego? Ano dlatego, że stok jest wystawiony na południe, a słoneczko dawało bardzo mocno. Taka aura sprzyja śnieżnym osunięciom (W sumie to taki śnieżna obsuwa mnie chwilowo przyblokowała. Tylko do wysokości bioder, ale wrażenie zostawiła odpowiednie. Mogę stwierdzić, że wszelkie osunięcia dzieją się bardzo szybko. ) i lawinom. Trzeba było uważać. Na szczęście nic nie zakłóciło naszej wędrówki.

Hej! Pod górkę...


Ciągle w drodze na Zawrat - Humory dopisywały

Gdy już byliśmy u stóp Zawratu zaczęły pojawiać się chmury. W sumie była to mieszanka chmur i mgły, które chwilowo przewalały się z Doliny Gąsienicowej, która, jak się okazało po wejściu na górę, tonęła w mglistym mleku. Nas to jednak nie martwiło, bo nie mieliśmy w planach zejścia w tamtym kierunku, tylko spokojny powrót do 5-tki.

Walentkowy Wierch - Widok z Zawratu

Warto było się wdrapać pomimo tej zniechęcającej chmury. Widok jaki ukazał się naszym oczom, bym przepiękny. Ośnieżone szczyty połyskiwały majestatycznie w promieniach południowego słońca.

Przełęcz Zawrat - Nad nami Świnica


Na Przełęczy Zawrat - Za mną szczyty Orlej Perci



Widok z Zawratu na Walentkową Przełęcz 1994 m n.p.m.


Gdyby nie to, że na górze zaczęło troszkę wiać i zaczęliśmy odczuwać delikatny chłód, stalibyśmy tam chyba do dzisiaj, gapiąc się na boskie panoramy. :D


Schodząc z Zawratu... Zawsze z bananem na facjacie

Zmarudziliśmy chwilę na górze na zdjęcia, by potem zejść na dół i... wytarzać się w śniegu.

Wyjątkowo miękko się siedziało ;)

W końcu nikt nie powiedział, że takie śnieżne kąpiele zarezerwowane są tylko dla najmłodszych :D Polecam takie śnieżne wariacje!

Sprawdź też:

10 komentarze

  1. Piękne zdjęcia i rewelacyjna wyprawa. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Noooo... pięknie, tylko pozazdrościć....
    Ja w Tatrach zima jeszcze nie byłem...
    W ogóle to od niedawna chodzę zimą w góry. Spodobało mi się... Jak jest pogoda taka jak u Ciebie na pięknych zdjęciach to jest bosko! Aczkolwiek i tak w ogóle to wolę np.jesień. :o)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesienne kolory są piękne. Nam się marzy jesień w Bieszczadach, ale póki co jeszcze nas tam nie poniosło. Zawsze coś wypada i jest nie po drodze (czyt. za daleko). Ale nic to ;)

      Usuń
  3. Witaj
    Po obejrzeniu zdjęć jestem pełen podziwu i dla zdjęć, jak i dla Ciebie, ża tak ekstremalną wycieczkę. Lubię góry, ale zimą bym się nie wybrał na tak trudny szlak.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko dzięki pogodzie :) Mrozik był tylko lekki, nie wiało. Każda inna opcja spowodowałaby pewnie profilaktyczne pozostanie w schronie ;) Najważniejsze, to zawsze realnie ocenić sytuację.

      Usuń
  4. SERDECZNIE CIĘ POZDRAWIAM

    ŻYCZĘ TOBIE CUDOWNEGO WIECZORKU
    ORAZ MILUTKICH UROCZO SŁODKICH
    SNÓW
    I WSPANIAŁEGO POGODNEGO NOWEGO TYGODNIA:))

    OdpowiedzUsuń
  5. zimą Tatr (jeszcze) nie zdobywała, dlatego zazdraszczam bardzo! Bo uwielbiam je i uwielbiam oglądać ich piękne zdjecia - urzekło mnie przede wszystkim to na Zawracie... zapraszam do mnie (początkującej) - www.silagor.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

OSTATNIE

ARCHIWUM