, , ,

Jak zostałam OWD, czyli od przypadku do nowej, mokrej zajawki

1.11.17

Jak zacząć nurkować - PADI OWD

Gdyby ktoś mnie kiedyś próbował przekonać, że spojrzę przychylnym okiem i z niemałą fascynacją na wodne aktywności, tylko łypnęłabym na delikwenta z politowaniem i popukałabym się w czoło. No bo czym tu się jarać? Trzaskaniem długości na basenie, pływając w tę i z powrotem? Nuda! W wodzie to ja mogę co najwyżej poleżeć. W wannie.
O nurkowaniu nawet nie wspominam, bo dotychczas wszystkie skojarzenia, o ile jakieś były, sprowadzały się do profesjonalnych wypraw lub akcji poszukiwawczych, w których brali udział wyłącznie badass-guys w całym osprzęcie kosmicznym do tego stopnia, że jakbym takowych spotkała w ciemnej uliczce (wiem, mało prawdopodobne, ale w końcu nie ma rzeczy niemożliwych), to bym się przeżegnała lewą nogą i na miejscu zeszła na zawał albo na efekt WOW. Więc gdzie w tym ja z moją łamagowatością? No z czym do ludzi?! Wersji rekreacyjnej nigdy nie brałam pod uwagę. Poza tym, kto to widział taplającego się w wodzie koziorożca?! W dodatku w masce?! 😂 No way!

Jak to jednak prawią mądrzy tego świata - Nigdy nie mów nigdy. I ja się tych mądrych czasami nawet słucham. 😊

Mój pierwszy raz z nurkowaniem

To był zupełny przypadek. Ot, okazja, którą dała mi wizyta w Benidormie, gdzie intro nurkowe było jedną z przewidzianych dla nas atrakcji. A że wyznaję zasadę, iż sytuacje należy wykorzystywać, nie mogło być inaczej i w tym przypadku. Całą naszą grupką ruszyliśmy więc ku przygodzie. Nie powiem, ja z duszą na ramieniu i sercem w gardle, bo ogólnie to boidupa ze mnie. Jak się jednak powiedziało A, trzeba było powiedzieć B, choć dopasowanie skafandra wcale mnie w tej materii nie wspierało i byłam już o krok, by stwierdzić: pieprzę to, płyńcie sami, ja zostaję. 😂
Ostatecznie, po stękach, jękach, uprawianiu konfekcyjnej jogi i rzucaniu bluzg, jakie nie przystoją nawet największemu zakapiorowi, wbiłam się w ten przecudnej urody, pianką zwany, mokry garniturek. Dałam się ubrać w resztę potrzebnego ustrojstwa, którego nazw wtedy nie potrafiłam nawet powtórzyć i już miało być z górki.

I prawie było. Tylko, że maskę sobie za luźno (bo przecież nie będę sobie gębusi ściskać) zamocowałam na łbie i się franca delikatnie przesunęła, a to wystarczyło, bym dostała słoną wodą po mych ultra wrażliwych ślepiach, a i wciągnęła porcyjkę nosem.

Sygnał - problem, góra, a na powierzchni krótkie hasło do instruktora: I don't want it anymore! Ten jednak niezrażony popatrzył, odczekał chwilę i rzucił: Let's try again! It will be ok. I chwała mu za to. Bo faktycznie było w porządku, było nawet sympatycznie, choć za krótko. Tak, wiem, baba jestem, nie dogodzisz. 😂 W każdym razie nie był to jeszcze ten moment, w którym wiedziałam, że chcę się do nurkowania przekonać i ogarniać, o co w nim chodzi, o czym świadczy nawet moja krótka wymiana zdań z kolegą Łukaszem.
- Fajnie było, nie?
- No spoko, fajnie. Miła i ciekawa odmiana.
- To co? Teraz kurs...
- Eee, niee. Fajne to to, ale tak przy okazji jakichś wakacji, a nie żeby od razu jakieś kursy robić.
Nurkowanie OWD

Czas decyzji - A jednak chcę być nurkiem!

Wyjazd się skończył, wróciliśmy do domu i codziennych obowiązków, ale nurko-ziarno zostało zasiane, zaczęło kiełkować, a  mnie zaczęło nosić. Wytrzymałam jakiś miesiąc i zaczęłam drążyć temat. Najpierw szybka konsultacja, gdzie lepiej robić kurs - ciepłe morze czy polskie wody, które z ciepłem niewiele mają wspólnego. Wyszło, że ciepłe morze, bo przecież widoczność lepsza, piękne kolory, więcej różnych żyjątek pod wodą, etc.

I właściwie byłam gotowa wrócić do Benidormu na szkolenie, jednak resztki mojego trzeźwego umysłu zdołały zasiać we mnie wątpliwość, w jaki sposób mam zamiar to ogarnąć, skoro miałby to być kurs weekendowy, a samolot do domu byłby w niedzielę. Raz, że niewykonalne, a dwa, że średnio mądre. Tym bardziej, że przyswajanie wiedzy to ja lubię sobie rozłożyć w czasie.

Nosiło mnie więc dalej, dlatego żeby sobie jakoś złagodzić ten stan, wyartykułowałam, a właściwie wypalcowałam na messengerze pytanie do Łukasza - Gdzie robiłeś kurs na OWD? na które padła odpowiedź - U znajomego. Nie ma to jak konkret.😂 Na całe szczęście zaraz po tym dostałam namiar na pożądane miejsce i człowieka, z którego skorzystałam (z namiaru, nie z człowieka) niezwłocznie, pisząc maila z milionem pytań.
Tym sposobem przyszedł czas, by jedyna w swoim rodzaju pierdołowatość i upierdliwość w mojej osobie rozpoczęły nurko-kabaret.

Trudna miłość

Nie było już odwrotu. Moje "Chcę" ewoluowało do "Chcę bardzo, natentychmiast i w dużych ilościach", nie pozwalając zasnąć podczas oglądania filmów instruktażowych, coby teoria była bardziej strawna, i trzymając moje emocje na wodzy, żebym jednak mimo niepowodzeń (a tych mogłabym wypisać całą listę) nie pieprznęła tego wszystkiego na samym początku. A było blisko.

Bo kiedy, mimo całej mojej upartości i zawziętości, nie wychodziło mi nic tak, jak chciałam, miałam chęć zostawić cały ten majdan, usiąść w kątku i się rozpłakać. Ostatecznie kończyło się na bluzgo-wiązankach, które w większości, ze względu na podwodne okoliczności, nie zostały jednak wyartykułowane.
I tak sobie żyłam kilka dni z tym nurkowaniem, trochę jak pies z kotem. Niby milutko, niby frajda, bo wszystko nowe, niby ekstatycznie, jak coś w końcu wyszło, ale i na pełnym wkurwie, kiedy wciągałam nosem zawartość basenu, bo za cholerę nie potrafiłam przedmuchać maski. Ja rozumiem, że pić trzeba, ale znam lepsze trunki na tę okoliczność. Wodzie basenowej mówię stanowcze nie!

Bez tych wariatów nie byłoby tak fajnie

Jak zacząć nurkować
 Kiedy akurat nie żłopałam basenowej wody, ćwiczyłam podwodne telemarki 😂

Kurs nurkowania OWD
Albo się wylegiwałam 😀

A potem było Opole i łamaga w akcji mode on, czyli zapomniany balast, spadająca płetwa, źle zamocowana butla, siedzenie na dnie, na łączce, bo nie ogarnęliśmy z Damianem komunikatów i pewnie jeszcze kilka innych wpadek, o których już na szczęście nie pamiętam. Do tego chłód, siniaki (nie pytajcie skąd, bo nie wiem), bolące kości i mięśnie, o istnieniu których nie miałam pojęcia. Relaks pełną gębą.

Jednak w tym momencie mogę już napisać, że przepadłam, choć w dalszym ciągu ciężko mi uwierzyć, że przypadek mógł o tym zadecydować. A zajarałam się okrutnie. Nawet mimo tego, że na pierwszym nurku po kursie dostałam solidny łomot od rzeczywistości i musiałam się mocno postarać, by się przy chłopakach nie rozkleić. Rozbeczałam się dopiero w domu.😔 Ale nie ma tego złego. Szlabanie drogi, mamy rachunki do wyrównania!

To był świetny czas z jeszcze lepszymi ludźmi. Kaptury z głów przed najbardziej cierpliwymi (ja już dawno pizgłabym sobie płetwą przez łepetynę) instruktorami na świecie. Aquamatic.pl robi to dobrze.
Teraz muszę tylko jakoś w miarę bezboleśnie przetrwać do wiosny, choć nie wiem, jak zniosę tę półroczną (mam nadzieję, że nie dłuższą) separację z moim neoprenowym kochankiem. Tym bardziej, że we łbie układa mi się taki plan, że sama się go boję.

Sprawdź też:

0 komentarze

OSTATNIE

ARCHIWUM