, ,

Urlop na własną rękę, czy z biurem podróży?

11.7.14

Tytułowe pytanie zadaje sobie wiele osób, które urlop chcą spędzić poza domem i z dala od codzienności. Każda opcja ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników, dlatego też nie zamierzam tutaj wybierać tej jedynej i słusznej formy wypoczynku, bo każdy z nas wie, co mu bardziej odpowiada i w jakich warunkach lepiej się czuje.

Jeśli już zaczynamy szukać miejsca, gdzie spędzimy urlop, warto zwrócić uwagę na kilka aspektów, żeby wyjazd nie okazał się klapą. O tym, jak wybrać miejsce na pobyt, pisałam jakiś czas temu. Kto nie czytał, niech klika i nadrabia.


Jeśli chodzi o mnie i moje podejście do wakacjowania się, to zdecydowanie przeważa opcja na własną rękę. Wiąże się to przede wszystkim z chęcią trzymania łapki na pulsie i z moim zosio-samosiostwem, które jak sama nazwa wskazuje, powoduje, że w określonym czasie zamieniam się w owładniętego chęcią urlopowania się poszukiwacza ofert i miejsc, któremu nie są straszne żadne czeluści turystycznych internetów.
Choćby to miał być tylko weekend, to kopię i kopię, klikam, porównuję, dostaję ogólnego oczopląsu od zdjęć i ofertowych treści, by na koniec triumfalnie obwieścić, że się udało znaleźć to, co nas będzie zadowalać. Jednak - nie powiem - czasami łapałam się już na tym, że wszystko wyglądało dla mnie tak samo i dopadało mnie poszukiwawcze zniechęcenie, które mogłoby się nawet zakończyć urlopem w Koziej Wólce, byle by już tylko nie szukać. Na szczęście takie kryzysy są krótkotrwałe i przegrywają z moją w-internetach-grzebalczą naturą. :) Jednak przez tę krótką chwilę przelatuje mi przez moje mózgowie myśl, że może trzeba te poszukiwania rzucić w cholerę i udać się do biura podróży, pokazać paluchem w katalogu, że chcemy tam, a tam, i... pojechać. Chociaż, jeśli się tak głębiej zastanowić, to chyba dobrowolnie, sama z siebie, do takowego biura się nie udam, jeśli jednak ktoś by miał wszystko zorganizować za mnie, to się bronić nie zamierzam. Wtedy będzie mi obojętne, co to będzie: wakacje all inclusive, last minute, noclegi w górskiej dziczy, czy na malowniczej plaży. W takim przypadku ważne będzie dla mnie, by mnie tam dostarczyć w miarę wygodnym sposobem. :) 

W tym roku urlop cały czas przede mną. W delikatnie nakreślonych planach będzie to kilka dni we wrześniu. Póki co, nie mamy poczynionych żadnych rezerwacji, choć wstępnie jest określona destynacja. Żeby tego było mało, to będzie chyba pierwszy raz, kiedy ja naprawdę nie przyłożę palca do organizacji wyjazdu - ot, dobrzy znajomi chcą się tym zająć, a mi do protestów daleko. Chyba dlatego, że mam pewność, że nas na minę nie wpierniczą. Kroi się więc wyjazd organizowany na, że tak to ujmę, użyczoną przyjacielską rękę.

Jednak, jakby nie było, i w tym przypadku wygrywa opcja z wyjazdem niezależnym od biura. A co miało dotychczas wpływ na nasze dotychczasowe wybory turystyczno-wyjazdowe?

#Cena

Obecnie mamy możliwość dosłownego przekopywania się przez różne oferty i porównywanie ich. Możemy przebierać, wybierać, dopasowywać, ile wlezie, mając do dyspozycji oferty agencji turystycznych, biur, portali, wszelakiej maści pośredników i usługodawców prywatnych, prezentujących oferty w konkurencyjnych cenach. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by wybrać najkorzystniejsza dla nas ofertę, samodzielnie wyszukać lot, czy nocleg i samodzielnie dokonać rezerwacji bezpośrednio u przewoźnika, czy w danym hotelu, oszczędzając tym samym całkiem przyjemną kwotę, którą można spożytkować po swojemu już na wyjeździe. A jak się człowiek za rezerwacje zabierze odpowiednio wcześnie, to może wyhaczyć całkiem gorące kąski cenowe - nic tylko brać.

#Niezależność

Decydując się na wyjazd z biurem turystycznym, mamy określone rzeczy/wycieczki podane, jak na tacy, ale tylko wycieczki z oferty. Wycieczki, na które jesteśmy gnani z całą grupą, od punktu do punktu, na czas i na hura - to zdecydowanie nie dla mnie. Chyba zawsze mnie lekko przerażały tłumne grupy, wlokące się za przewodnikiem, opowiadającym o danym miejscu już znudzonym głosem - no bo ileż można gadać ciągle o tym samym. Dlatego też, chyba najbardziej w urlopowaniu się na własną rękę cenię sobie niezależność. To ja ustalam, co, gdzie i kiedy zjem, czy zobaczę, oraz ile czasu w danym miejscu spędzę, nie przepłacając dodatkowo - tak wycieczki fakultatywne lubią dać po kieszeni. Lepiej tę kasę przeznaczyć na wynajem auta, lub paliwko do naszego wehikułu, jeśli nim przyjechaliśmy i objeżdżać okolicę do woli, wszerz i wzdłuż.

#Przygoda

Gdy udajemy się na wyjazd zorganizowany przez biuro, raczej wszystko jest zaplanowane: transfery z lotniska, dowozy do atrakcji, animacje, etc. Wszystko zgodnie z grafikiem, żeby czasami nie odbiegać za bardzo od oferty, bo się zaraz jakiś malkontent znajdzie, co mu nie będzie pasowało, że z lotniska odebrał go żółty, a nie niebieski bus.
Jeśli wyjeżdżamy na własną rękę - nieważne gdzie - zawsze może pojawić się element zaskoczenia i nie mam tu na myśli karaluchów pod prysznicem, czy kijowego żarcia w hotelowej restauracji. Jadąc w kilka osób jest większe prawdopodobieństwo, że poznamy nowych, podróżniczych osobników. Jeśli coś nam się po drodze spierdaczy, może okazać się, że trafimy na miejsce wyjątkowe, którego raczej byśmy nie odwiedzili. Nie będziemy zamknięci w hermetycznej grupie swojego turnusu, a tym samym bardziej otwarci na świat i tubylców dookoła. Samodzielnie będziemy zwiedzać okolicę, nierzadko z mapą i przewodnikiem pod pachą, smakować lokalnych specjałów i chłonąć dane miejsce. To na samodzielnym urlopie mamy szansę dowiedzieć się od tubylców, gdzie warto się udać, by zobaczyć i zwiedzić coś, co niekoniecznie widnieje w folderach turystycznych.

W żaden sposób nie neguję jednak ofert z biur podróży (choć dla mnie mają one formę bardziej informacyjną), bo dla osób, które nie lubią się grzebać ze stadem rezerwacji i poszukiwań, lub najzwyczajniej w świecie nie mają na to czasu, taka opcja jest bardzo dobra. Wybierają to, co chcą i pozostaje im tylko stawić się w określonym dniu na lotnisku, czy dworcu autobusowym, udać w kierunku wybranej destynacji, a potem cieszyć się urlopem, oddając się plażowaniu, zwiedzaniu, czy dwutygodniowemu zaleganiu przy hotelowym basenie, popijając drinki z palemką.

Turystyczno-urlopowy świat jest piękny, bo dla każdego ma coś w zanadrzu. A jak tam Wasze tegoroczne plany urlopowe? Już zrealizowane, czy dopiero się klarują?

Zdjęcie pochodzi z pixabay.com, CC0, annca
 

Sprawdź też:

12 komentarze

  1. z moim chłopakiem teraz w maju byliśmy na Majorce i polecieliśmy tam na własną rękę, bo jak patrzyliśmy ile by nas wyszło lecieć z biura, to niestety wyszło jakieś 2x drożej, więc w pewnych przypadkach też uważam, że na własną rękę bardziej się opłaca jechać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób tak mówi, mi również bliżej jest do tej opinii, gdy przeglądam i porównuję oferty.

      Usuń
  2. Z własnego doświadczenia również wolę planować wakacje na własną rękę:)
    Zdecydowanie taniej. Więcej można pozwiedzać (jeśli znajdę pokój z dala od typowo turystycznych miejscowości, w których mam wrażenie jedynymi atrakcjami są baseny i morze/ocean). Wyżywienie na własną rękę też jest bardzo dobrą opcją, bo nie trzeba w konkretnych godzinach siedzieć przy stole.

    Jestem nowa na tym blogu i nie wiem, czy pisała już Pani o tym ale zapytam, jakim aparatem robi Pani zdjęcia? Jaki to model?
    Zdjęcia są zawsze świetnej jakości i te piękne kolory...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie zdjęcia (o ile nie zaznaczyłam, że ktoś inny jest ich autorem) robię zwykłą cyfrówką Kodaka. Potem, w miarę potrzeby/uznania czasami poprawiam kolor, czy kadr w Photoshopie. Tak więc nie działam na specjalistycznym sprzęcie - ot, foty z wyjazdów, dla czystej frajdy. :)

      Usuń
    2. Wow, a więc wcale nie trzeba wydawać grubych pieniędzy na dobry sprzęt żeby mieć ładnej jakości zdjęcia:)
      Dziękuję za odpowiedź!

      Usuń
  3. Moje plany to TATRY! :) Jeśli chodzi o podróżowanie po Polsce to wolę na własną rękę, za granicą to wahałabym się nad skorzystaniem z usług biura podróży ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Tatrach największa frajda to wędrówka od schronu do schronu. Jak się trafi pogodę to już w ogóle bajka. Tak więc Tatr Ci zazdroszczę, bo nie wiem, kiedy w nie znowu zawitam.

      Usuń
  4. Ja zawsze jak jadę za granicę, to tylko i wyłącznie na własną rękę. Jedyne co wcześniej załatwiam to dojazd tam i ewentualnie z powrotem. Za noclegiem rozglądam się na miejscu, bo nie siedzę caly wyjazd w jednej miejscowości. Co 2-3 dni zmieniam miasto, żeby jak najwięcej zobaczyć, stad brak wcześniejszych rezerwacji noclegu. Bo nie wiem czy w danym mieście będę dzień czy tydzień :) zawsze śpiwór i karimata w plecaku, bo może się zdarzyć, ze trzeba będzie spać na plaży (chociaż jeszcze mi się to nie zdarzyło) :)
    Plusem jest też cena,bo za 3-4 tygodnie płace jak za 10 dni z biurem, a jestem niezależna no i widzę więcej :)

    Z biurem podróży będę jeździć jak będę stara i leniwa - teraz póki jestem młoda, chce zobaczyć jak najwięcej :)

    BTW bardzo fajny blog, na pewno będę tutaj częściej zaglądać :)

    http://geocachingpomojemu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam nową czytelniczkę! Miło mi. :) Możliwość 3-4 tygodni urlopu ciągiem - piękna sprawa. W takim przypadku chyba żadne biuro nie będzie konkurencyjne dla samodzielnej orgaznizacji.

      Usuń
  5. Hej!d
    Właśnie wróciłam z Maroka. Pojechaliśmy tam na własną rękę. My właściwie zawsze tak podróżujemy. :) Bardzo dużo pięknych miejsc zobaczyliśmy, ale nie obyło się bez przygód w Maroku... :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Raz w życiu byłam na wakacjach z biurem podróży (kierunek- Chorwacja). Dwa tygodnie leżenia na chorwackiej plaży, więc nic niezwykłego czy rozwijającego. Cała impreza była dobrze zorganizowana, był rezydent mówiący po chorwacku i dokładnie to za co zapłaciłam. W sumie całkiem fajnie :)

    OdpowiedzUsuń

OSTATNIE

ARCHIWUM