, , , ,

Slovensko - Dzień IV

12.12.12

Podczas wizyty w Jaskini Bielskiej dzień wcześniej zregenerowaliśmy się dostatecznie, aby znowu chcieć porywać się z motyką na księżyc i iść tak daleko, ile wlezie.
Plany jak zwykle były zacne i ambitne, a od ślęczenia nad mapą rodziły się coraz to nowe pomysły, ponieważ siatka szlaków po stronie słowackiej jest wyjątkowo bogata. Byliśmy więc, jak ten osiołek, któremu w żłoby dano - w jeden owies, w drugi siano - i nijak nie mogliśmy się zdecydować.
Pierwszą myślą było uderzenie na Sławkowski Szczyt (Slavkovský štít 2452 m n.p.m), na który wiedzie niebieski szlak prowadzący ze Starego Smokovca. Jednak po przeanalizowaniu wszystkich za (piękna i stabilna pogoda, dobra kondycja) i przeciw (nasz miejscówka noclegowa była jednak trochę oddalona od głównych szlaków) stwierdziliśmy, że będzie nam ciężko wyrobić się na spokojnie w czasie. W końcu to żadna frajda lecieć pod górę i z góry i nie mieć nawet czasu się zatrzymać. Racjonalne myślenie wzięło więc górę i przeszliśmy do planu B na ten dzień.




Zgodnie z pierwotnym planem udaliśmy się do Starego Smokovca. Tam wsiedliśmy w kolejkę linowo-terenową, która podwiozła nas na Hrebienok (Smokowieckie Siodełko). Zamierzaliśmy ruszyć szlakiem czerwonym (Tatrzańską Magistralą) prowadzącym w stronę Schroniska Zamkowskiego (Zamkovského chata). Byliśmy chyba jednak średnio wyspani, bo zamiast w tamtą stronę, ruszyliśmy szlakiem czerwonym w kierunku Śląskiego Domu (Sliezky dom). Ponieważ szło się miło i przyjemnie, minęło sporo czasu zanim się połapaliśmy, że idziemy w złym kierunku. Ponieważ żal nam było rezygnować z zaplanowanej trasy, zawróciliśmy i ruszyliśmy już prawidłowo w kierunku Schroniska Zamkowskiego. Z uwagi na fakt, że szlak ten to Tatrzańska Magistrala, a co za tym idzie tern całkiem dostępny dla turystów, było ich tutaj pod dostatkiem, a jak to w takich okolicznościach bywa, można było spotkać wyjątkowe okazy - np. panie na szpilkach tudzież koturnach.


 Rzeczone koturny - iście górskie obuwie :D















Nieważne jednak było to, jakie osobniki pseudoturystyczne mijaliśmy, ważne było, że ponad nami majaczyły dostojne, tatrzańskie szczyty, a szemrzące w pobliżu potoki koiły duszę.

Na szlaku mieliśmy możliwość zobaczenia osób, dzięki którym mogą funkcjonować najwyżej położone schroniska. Mowa tutaj o tragarzach (Nosiczach, słow. nosiče), którzy na plecach dostarczają do schronisk potrzebne ładunki - wodę, napoje, jedzenie.

Nosicz na tatrzańskim szlaku

W drodze powrotnej ze schronisk zabierają na dół śmieci. Należy dodać, że taki pakunek waży w granicach 60-80 kg. I niech ktoś jeszcze powie, że mu plecak na szlaku ciąży. Warto też pomyśleć, pałaszując w schronisku frytki, czy inne specjały, dzięki komu mamy tę możliwość.

Sprawdź też:

26 komentarze

  1. Zawsze mnie ciekawiło, jak do schronisk (do których nie można dojechać jakimś pojazdem)są dostarczane różne produkty. No to teraz już wiem. I szczerze współczuje tym tragarzom. Ehh, może to i dobrze, że w schronisku jem zazwyczaj swoje kanapeczki (niesione w moim plecaku) albo kupuję tylko szarlotkę, do której mam słabość ...
    A, i tęcza. Tęcza przy wodospadzie zachwyca! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie zazdrościłam temu panu. Szedł z mozołem, co chwilę musiał przystawać.

      Usuń
    2. Oj, fajne są takie efekty jak ta tęcza :)

      Usuń
  2. Szłam tamtędy zimą w drugim kierunku, uwielbiam jak z Magistrali otwiera się widok na całą Słowację!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widok jest super :) A kiedy szłaś tamtędy w zimie? Bo mi się obiło o uszy, że po słowackiej stronie szlaki są w zimie zamknięte. Nikt się Cię nie czepiał?

      Usuń
    2. Witam, po stronie słowackiej do połowy czerwca jest zamknięta znaczna część sieci turystycznej, ale np. do schronisk można dojść (wyjątkiem najwyżej położone schronisko pod Wagą)...

      Usuń
  3. Tragarzowi nie zazdroszczę, ale Wam jak najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam nie ma czego ;) Chyba tylko tego, że udało nam się wygospodarować chwilę wolnego czasu i pojechać na małą wycieczkę.

      Usuń
  4. Ależ cieplutko u Ciebie. Wspaniała wycieczka. Gdy po raz pierwszy na własne oczy zobaczyliśmy słowackiego nosicza zmagającego się z ciężarem byliśmy w szoku. Skąd oni mają tyle sił i takiego samozaparcia w sobie - pomyśleliśmy - i czy godnie zostają za to wynagrodzeni. Podziw i szacunek do tych osób, jaki się wtedy z nas wyzwolił był nieprzeciętnie ogromny. Kapiący "ciurkiem" pot z czoła nosicza wzbudził szacunek do gór i do ludzi, którzy dbają o nie dla nas - nosicze, ratownicy, górale układający chodniki, itd, itd...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byliśmy pod wielkim wrażeniem, jak spotkaliśmy pana tragarza na naszej drodze. Ogromny szacunek dla jego poświęcenia. Tak, jak piszecie, cała rzesza ludzi stoi za tym, żeby nam turystom było dobrze :)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Trzeba się troche dogrzać, aczkolwiek po weekndzie powieje zimą, I promise :)

      Usuń
  6. Oj tam oj tam, ja też raz wylądowałam na górskim szlaku w japonkach z Pepco za 4,99 :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Obejrzałam i przeczytałam hurtem. Piękne słowackie wakacje mieliście. Fajnie tak powspominać lato, gdy za oknem śnieg i mróz ;-)
    Serdecznie pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiem, z pogodą trafiliśmy wtedy idealnie :)

      Usuń
  8. Piękna wycieczka jak i poprzednia do jaskini, coś wspaniałego! nie miałam pojęcia że produkty do schroniska można dostarczać po prostu na plecach, we Włoszech do tego celu wykorzystuje się dawne drogi wojskowe których jest mnóstwo, albo mulatiery.Swoją drogą Włosi nie szanują gór tak jak my pewnie dlatego że mają ich pod dostatkiem i jeżdżą samochodami i motocyklami wszędzie gdzie się da. Widziałam też wyciągi towarowe do schronisk funkcjonujące na zasadzie kolejki linowej. Ale od starszych osób słyszałam historie o podobnych tragarzach, którzy trudnili się przemytem towarów ze Szwajcarii w trudnych powojennych czasach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym musi być, że Włosi mniej dbają o góry. Tak, jak piszesz mają ich pod dostatkiem. Są potężne i postanowili je okiełznać. Mam nadzieję, że kiedyś się o tym przekonam na własnej skórze, jak uda mi się wybrać na górskie łazęgowanie we włoskie góry. :)

      Usuń
  9. Świetne zdjęcia.Górskie strumienie,potoki,wodospady mnie urzekają.Często moim szlakiem w górach jest rwący i spadający kaskadami strumień górski.Pozdrawiam i życzę miłego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strumienie mają w sobie coś kojacego :-) Aż chce się wędrować.

      Usuń
  10. No rzeczywiście - pogodę trafiliście idealnie... :-)
    A nosica (tragarza) miałem okazję spotkać podczas wędrówki na Rysy.. Również byłem pod wrażeniem... Tylko się zastanawiam jaki to ma wpływ na jego zdrowie (kręgosłup!).
    A tatrzańska Słowacja - bajeczna! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne nie wygląda to bajkowo od strony zdrowotnej nosić taki ciężar. Tym większy szacunek dla tych panów, którzy są w stanie poświęcić swoje zdrowie, żeby przyziemny turysta mógł zjeść i się napić w schronisku.

      Usuń
  11. Bardzo fajne zdjęcia... A koturny rozbrajają....! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zobaczyliśmy te koturny to najpierw byłam gotowa sie tarzać ze śmiechu, ale później stwierdziłam, że tutaj to tylko trzeba współczuć ;)

      Usuń
  12. Piękna wycieczka i z humorem. Serdecznie pozdrawiam i zapraszam do siebie. :)

    OdpowiedzUsuń

OSTATNIE

ZAREZERWUJ NOCLEG

Booking.com